nie„Eeeee, Marysiu podejdź do kasy!!!”

Taki okrzyk można usłyszeć w jednym ze sklepów na Osiedlu Skarbimierz. Na zawołanie z zaplecza wychodzi „miła pani” z twarzą skazańca, kieruje się w kierunku drugiej kasy, jej miejsca kaźni, w którym musi chwile popracować. Jej koleżanka nie daje sobie rady z obsługą klientów w pierwszej kasie, gdzie oprócz kasowania artykułów sprzedaje mięso, wódkę, ciasteczka oraz obsługuje lottomat.

Cholera jasna! Won mi tu stąd, jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rozrzucał! Panie! Tu nie jest salon damsko-męski! Tu jest kiosk RUCH-u! Ja… Ja tu mięso mam!

To jest normalny widok, nieraz przerywany powoli snującym się wózkiem popychanym przez jedną z ekspedientek, właśnie z „załadowanym po brzegi” wózkiem jeździ pomiędzy regałami, na twarzy ma minę zagubionej istoty, która przybyła z innego kraju, pracuje, rozkłada towar… Kolejny dzień na wygnaniu, przymusowych robotach.

„Zniewolona załoga” z twarzami w okrutnym grymasie, taki obraz pozostał w głowie byłego klienta jednego ze sklepów na Osiedlu Skarbimierz.

Możliwe, że jednym z powodów takiego znudzenia i „miłego” podejścia do klienta jest to, że pracownice muszą przebywać kilka godzin dziennie w dusznym i gorącym pomieszczeniu. Zapominają przez to zamówić towar, nawet takiego podstawowego, którym są napoje chłodzące, podczas lata i pięknej pogody. Klejący słup nieopodal kasy, ciekawe zjawisko w tym sklepie, można robić zakłady, kiedy jakieś dziecko nie będzie mogło się od niego odkleić. Brak pieniędzy do handlowania w kasie numer dwa. Przykłady można przedstawiać godzinami.

Hmmmm… Co mnie to interesuje? Przecież już tam nie chodzę i nie przeszkadzam „miłym ekspedientkom”, niech odpoczywają na zapleczu!

Były klient